• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

Ciche odejście

Utworzono: czwartek, 13 maja 1999
LUDZIE: Zmarł Alojzy Piontek, słynny górnik

LUDZIE: Zmarł Alojzy Piontek, słynny górnik

Ciche odejście

Przez z górą 30 lat był chyba najsłynniejszym polskim górnikiem. Śpiewano o nim piosenki. Nakręcono film i reportaże. Napisano poemat i masę artykułów. Stał się nawet bohaterem komiksu. Odszedł jednak cicho, prawie niepostrzeżenie - 29 października br. Alojzy Piontek, rembacz z kopalni "Rokitnica". Zmarł na górniczą chorobę - pylicę. Od półtora roku był skazany na butlę z tlenem. 3 listopada został pochowany na cmentarzu w Rokitnicy. Odprowadzili go tylko najbliżsi i znajomi. Nie było oficjalnych delegacji, nie było przemówień, nie było dziennikarzy i fotoreporterów. W tę ostatnią drogę nie został też przyodziany w górniczy mundur. Długo nie miał własnego, a i tak go niechętnie zakładał. Była orkiestra górnicza z "Makoszów" - w okrojonym składzie. Była górnicza lampka, którą nad mogiłą zapalił Jan "Hanik" Majowski, poeta z Zabrza. Dopiero kilka dni po pogrzebie w Polskę poszła informacja - "Zmarł Alojzy Piontek, legendarny górnik, który tydzień przesiedział w zawalonym chodniku".

Rok 1971. 23 marca. Godzina 16.06. Zabrze. Kopalnia "Rokitnica". Oddział VIII, pokład 508, ściana 83, 780 metrów pod ziemią. Silne, bardzo silne tąpnięcie - 7,1E14 J. Zawaliła się ściana długa na 72 metry. W strefie zawału znalazło się 21 górników z brygady Wasyla Kuźmuka. 10 odnalazło się zaraz po katastrofie. Trochę poturbowanych, ale żywych. Pod zawałem zostało 11 - Mai-nka, Budny, Piontek, Gebauer, Halasek, Koenig, Kurzel, Broll, Wiczyński, Wysocki, Czapla. Czy żyją? To pytanie przez pierwsze 2 dni zadawali sobie tylko górnicy z "Rokitnicy", ratownicy, rodziny zasypanych i mieszkańcy Bielszowic. Polska o katastrofie nie wiedziała. Ówczesne władze nie pozwoliły informować. Dopiero po dwóch dniach poszła w świat wiadomość - w "Rokitnicy" był zawał, 11 ludzi jest uwięzionych.

Godzina 16.12. Rusza akcja ratunkowa. Dyspozytor telefonuje do dyrektora kopalni, Podgórnego. Padają pierwsze polecenia.

Alojzy Piontek po wstrząsie ocknął się w wąskiej, ukośnej komorze. Ledwie się w niej mieścił. Lampa na kasku ciągle świeciła. Prawą nogę uwięziło mu stylisko łopaty. Gdy myślał, jak ja uwolnić i pozbyć się bólu usłyszał: - Alojz, żyjesz? - To wołał Alfred Gebauer. Był w gorszym położeniu: - Rękami ani nogami nie ruszam. I czuję, jak krew ze mnie wychodzi. Alojz - rycz, krzycz o ratunek! Nie mam czym dychać, Alojz. Daj mi powietrza.

Tak to później Piontek relacjonował Januszowi Roszko, autorowi książki-reportażu "Zawał".

"Trzeba koledze pomóc" - myślał. Żeby przedostać się do Gebauera musiał wpierw uwolnić nogę. Ostrymi kamieniami przerzynał stylisko. Udało mu się to dopiero, gdy zaczął ciąć metalowym uchwytem lampy. Ile to trwało, nie wiedział. Chciało mu się tylko strasznie pić.

Gdy uwolnił nogę, znów odezwał się Gebauer. Powiedział i to: - Alojz, jak wyjedziemy z kopalni, to już na kopalnia więcej nie pójdziemy!

- Jo tyż nie pójdę. Po tym co my przeszły! - miał odpowiedzieć Piontek. I dziś już wiemy - słowa dotrzymał. Nigdy, nawet namawiany przez telewizję, na dół kopalni nie zjechał.

Aby przedostać się w pobliże Gebauera, musiał się przecisnąć między stemplami ułożonymi w kształcie litery A. Było tak ciasno, że nie mógł przejść. Musiał otwór poszerzyć. Wpierw palcami, potem blachą z hełmu, a końcu zębami wyrywał drzazgę po drzazdze. I znów odezwał się Gebauer. Jego ostatnie słowa brzmiały: - Alojz. Pozdrów żona moja i dzieci moje. Ja umieram. Amen.

I kilka chwil później Piontkowi udało przecisnąć się między stemplami do tej drugiej komory. Jeszcze bardziej ciasnej - jakiś metr na 70 centymetrów, ale miała strop z kasztu. I to mu uratowało życie. Pierwszą komorę kolejny pomruk górotworu zacisnął. Skulonemu Piontkowi pozostało tylko czekać. Mieć nadzieję, że koledzy o nim nie zapomnieli. Walczyć z doskwierającym pragnieniem. Picie moczu i krwi z rozerwanych dziąseł i nadgarstka tylko na chwilę je gasiło. Na szczęście stracił poczucie czasu.

Alfreda Gebauera pochowano na cmentarzu w Rokitnicy. Na tym samym, na którym 34 lata później spoczął Alojzy Piontek.

Akcja ratunkowa trwała. Warunki niezwykle trudne - górotwór co jakiś czas daje znać o sobie. Gorąco, ponad 30 stopni. Rozdrobniona skała cały czas się obsuwa. Postęp mały, za mały. Mimo wszystko ratownicy prą do przodu. Ciągle jest nadzieja, że pod zawałem są żywi. Jeden dzień, drugi, trzeci... Do kopalni sprowadzają olejek miętowy. Nasączoną nim watę ratownicy wkładają do masek. Zapach mięty tłumi odór. Czwarty piąty, szósty...

- Otworzyłam cichutko radio, aby nie przebudzić dzieci. Nagle zdawało mi się przez chwilę, że oszalałam, że to tylko wynik majaczenia skołatanego mózgu... Ale nie, wyraźnie wymówiono imię i nazwisko mojego męża. Słyszałam wyraźnie "Alojzy Piontek górnik kopalni >>Rokitnica<< uratowany!" - opowiadała dziennikarzowi "Głosu Zabrza" Teresa Piontek.

- Ja sam jest Alojz Piontek. Wyciągnijcie mnie stąd! Ja tu jest od wczoraj z drugiej zmiany - usłyszeli ratownicy w 158 godzinie akcji.

Po raz drugi wprawił ich w osłupienie, ale i rozbawił, gdy oznajmił, że zdąży jeszcze obejrzeć mecz Górnika Zabrze z Manchesterem City. Nie wiedział, że rozegrany został przed 6 dniami.

- Najbardziej szokujące było dla nas wszystkich zdarzenie, gdy słynny górnik Alojzy Piontek, przez wiele dni zasypany w podziemnym chodniku, skrajnie wyczerpany, zaraz po wydobyciu go na powierzchnię zapytał ratowników: "Czy Górnik wygrał?" - wspominała po latach największa gwiazda zabrzańskiej drużyny Włodzimierz Lubański, który z kolegami odwiedził Piontka w szpitalu.

Po wyjściu z szpitala Alojzy Piontek zbierał siły w Ciechocinku. Po drodze otrzymał Krzyż kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i nowe trzypokojowe mieszkanie, do którego wprowadził się z żoną i dwójką dzieci. I była renta inwalidzka, która nigdy nie pozwalała na dostatnie życie. I był ukochany ogródek działkowy. Od czasu do czasu zaproszenie na barbórkę lub karczmę piwną, czy do przedszkola lub szkoły.

I były plotki. Że na swoim cudownym ocaleniu dorobił się majątku, że mu Gierek podarował willę, że wyjechał do Niemiec... Nigdy już nie zjechał na dół kopalni. Pozostała po nim legenda i przeświadczenie, że górnicza solidarność nakazuje walczyć z żywiołem do końca.

Krystian Krawczyk

Ps. W czasie tych tragicznych wydarzeń dziennikarze zmienili pisownię nazwiska uratowanego górnika - z Piątek na Piontek. Znana jest ta druga wersja.

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Puchar Ministra Energii – wręczony zwycięzcom przez Grzegorza Tobiszowskiego - wywalczyła drużyna kopalni ROW w PGG, tuż za nią uplasowali się narciarze z kopalni Knurów-Szczygłowice w JSW

Puchar dla narciarzy z ROW

W Wiśle Cieńkowie rozegrano doroczne zawody górników w slalomie gigancie...
Laureaci Turnieju Wiedzy Górniczej 2019. Od lewej: Tomasz Draga, Łukasz Dubel, Adam Jankowski.

Zwyciężyła solidna wiedza

Emocji jak zwykle nie brakowało, ale wiedzy wystarczyło, żeby godnie...
W sztolni najlepiej zachował się dworzec, skąd kolejka zabierała przyszłych górników do chodnika

Oxford kryje się pod ziemią

Mówiliśmy o niej „Oxford” - tak swoją Zasadniczą Szkołę Górniczą...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!