• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

To był cud

Utworzono: czwartek, 05 sierpnia 1999

To był cud

Mężczyźni ponoć nie płaczą. Stanisław Czarny nie wstydzi się łez. Wraz z bratem Józefem od piątku uczestniczył w Ogólnopolskiej Wystawie Gołębi Pocztowych. Łamiącym się głosem opowiada o tym, co w ostatnią sobotę zdarzyło się w Chorzowie.

– Bóg dał mi drugie życie – lapidarnie ujmuje istotę przeżytego dramatu.

– Wraz z bratem mieliśmy wspólne stanowisko w targowej hali. W podświetlanych, własnoręcznie wykonanych klatkach z bukowego drewna, prezentowałem 24 gołębie. Dopełnieniem ekspozycji był film, ilustrujący naszą ptasią menażerię – opowiada hodowca z małopolskiej miejscowości Płaza, na co dzień nadsztygar maszyn wyciągowych w jaworznickim Zakładzie Górniczo-Energetycznym „Sobieski Jaworzno III”.

– W przeddzień wystawy, kiedy urządzaliśmy stoisko i rozkładaliśmy klatki z gołębiami, koledzy żartobliwie podkpiwali, że mamy kiepskie miejsce niedaleko drzwi, od których będzie ciągnęło chłodem. Ale to dobrze – lekkim tonem zauważył jeden z nich – bo gdyby runął dach, to bez problemu zdołasz uciec. To były takie sobie koleżeńskie pogaduszki i uszczypliwości, ale – jak się okazało – prorocze – wspomina Stanisław Czarny.

– W sobotę największy ruch przewalił się przez wystawę w porze poobiedniej. Później – całe szczęście od Boga – wyraźnie już obumierał – mówi.

– No, i jest sobota, siedemnasta z minutami. Stoimy w czwórkę: ja, brat i dwójka kolegów-hodowców. Nagle słyszymy coś, przypominającego serię wystrzałów z karabinu, albo huk wybuchów sylwestrowych petard. Spojrzałem – to był odruch – w górę i zarejestrowałem „kładący się” w moją stronę dach. Podmuch, zupełna ciemność, ludzkie krzyki... To były sekundy. Ja, brat i dwójka kolegów zdążyliśmy uskoczyć pod ścianę, gdzie utworzył się „namiot” ze spadających blach i stalowych konstrukcji – wraca do sobotniej tragedii.

– Wyskoczyłem na zewnątrz. Nawołuję: Józek, Józek...! Jest. Objęliśmy się, ucałowaliśmy, podziękowaliśmy Bogu, że żyjemy. Zaraz potem – aby uprzedzić wiadomości z radia i telewizji, oszczędzić im płynącej z niewiedzy o naszym losie trwogi – zadzwoniliśmy do mamy i do żon, że uszliśmy z życiem, że jesteśmy bezpieczni i nic nam się nie stało – relacjonuje.

Z oczu nadsztygara i twardego człowieka ciekną łzy.

– To był cud. Gdybym był niewierzący, to zacząłbym wierzyć w Boga – opowiada załamującym się głosem.

Według hodowcy z Płaz sygnały nadciągającego nieszczęścia pojawiły się już około trzynastej.

– Kolega, który wystawiał rozmaite kompozycje karmy dla ptaków, raptem zauważył śrubę na powierzchni worka. Dla mnie, inżyniera, obeznanego z konstrukcjami stalowymi, byłby to wysoce alarmujący sygnał. On, nieświadom tego, co może się zdarzyć, najzwyczajniej ją wyrzucił, aby nie „zaśmiecała” jego oferty. Inny z kolegów zwierzał się, że, siedząc „na estradzie” poczuł „lekkie trzęsienie”. Potem jednak wrócił spokój i cisza, toteż i on nie potraktował tego wrażenia jako coś niepokojącego – opowiada.

Stanisław Czarny, pięćdziesięcioletni już dziś mężczyzna, gołębie hoduje od dziecka. On nie tylko je hoduje, on po prostu – odkąd jako sześciolatek zaopiekował się znalezionym, wyczerpanym ptakiem w rodzinnym domu w Zawoi – je kocha. Nie dziwota więc, że kiedy odszukał już brata, kiedy podziękował Opatrzności, kiedy uspokoił matkę, żonę i dzieci, wrócił w rumowisko, próbując nieść pomoc także swoim, żywym jeszcze, skrzydlatym przyjaciołom. Daremnie.

– W świetle latarek – już trwała akcja ratownicza – próbowałem wyszarpnąć przyciśnięte klatki z gołębiami. Niestety, nie udało się – opowiada przygnębiony.

W poniedziałek, wraz z synem, próbował raz jeszcze. Też daremnie. Nie zdołał przedrzeć się do zawalonej hali.

Czarny wystawiał w Chorzowie gołębią arystokrację, a więc ptaki niebywale cenne. Ale nie z powodu ich wartości próbował dotrzeć w poniedziałek do rumowiska.

– Ktoś jest zżyty z kotem, z psem... Tam pozostały moje gołębie. Liczyłem, że – głodne, wycieńczone, zziębnięte – wciąż pozostają jednak żywe i będę mógł im pomóc – tłumaczy powody swojej natarczywości wobec ochraniających rejon katastrofy służb. (jech)

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Prezes JSW Daniel Ozon (po prawej) docenił postawę ratowników z CSRG w czasie akcji w ruchu Zofiówka i złożył podziękowania prezesowi Stacji dr. inż Piotrowi Buchwaldowi.

Smutne, ale ważne doświadczenia

Minął rok od katastrofy w ruchu Zofiówka. Te 12 miesięcy...
Ratownicy z CSRG w Bytomiu z zespołami austriackimi i niemieckimi wzięli udział we wspólnych ćwiczeniach w Alpach

Wspólne ćwiczenia

Polska ekipa ratowników z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu...
Polskim uczeloniom, a szczególnie tym o profilu górniczym, coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do studiowania

Miał być renesans, a jest odwrót?

Chętnych do studiowania górnictwa brakuje, a to błąd. W tym...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!