• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

Gejsze Englendera

Utworzono: czwartek, 19 sierpnia 1999

Gejsze Englendera

Witolda Englendera fotografia pochłania już od czterdziestu lat. Zaczynał od kolekcjonowania ciekawych zdjęć. Za najcenniejsze uważa fotografie japońskich gejsz.

Witold Englender w rubryce zainteresowania zawsze wpisywał „fotografia”. To hobby pochłania go już od czterdziestu lat. Zaczynał od kolekcjonowania ciekawych fotografii. Za najcenniejsze w swoich zbiorach uważa zdjęcia japońskich gejsz.

– Nie sądziłem nigdy, że kiedyś odwiedzi mnie dziennikarz i oto zapyta. To fakt, że jestem jednym z niewielu posiadaczy unikatowych fotografii japońskich kobiet o niezwykłej urodzie, ale stworzyłem tę kolekcję nie dla rozgłosu. Po prostu, zdjęcia wpadły mi w oko. W ogóle Japonia jest bardzo ciekawym krajem, a XIX wiek to koniec ery shogunatu, czyli rządów klanów arystokratycznych. Kraj zupełnie zamknięty na kontakty ze światem nagle otworzył szeroko swe drzwi. Do Japonii zaczęli zjeżdżać ludzie reprezentujący rozmaite dziedziny sztuki, w tym również fotografowie. W zasadzie historia japońskiej fotografii zaczyna się od gejsz. Wcześniej chętnie malowano ich portrety – opowiada.

A swoją drogą, któż to taki – gejsza? Uważa się powszechnie, że jest to rodzaj lepszej, ba – najlepszej – prostytutki. Okazuje się jednak, że nic bardziej błędnego. Zawód gejszy z seksem ma naprawdę niewiele wspólnego.

– Nazwa „gejsza” pochodzi od słów „gej” – sztuka i „sia” – towarzystwo, czyli jest to artystka, artystka spędzania wolnego czasu, umilania życia mężczyznom – samurajom. I tak powinno być! Kobieta to wszak wypoczynek wojownika – wyjaśnia dowcipnie Witold Englender.

Zostać gejszą nie było łatwo. Nauka zaczynała się w bardzo młodym wieku, najczęściej gejszami zostawały dziewczynki 10-12-letnie na mocy kontraktu między rodzicami i okasan, która była czymś pośrednim między opiekunką, a kierowniczką szkoły dla dziewcząt, w dodatku właścicielką herbaciarni zatrudniającej gejsze.

Dziewczynka już musiała się wyróżniać urodą, gracją, inteligencją i talentem w kilku dziedzinach sztuki. Teraz czekało ją wiele lat nauki tańca, śpiewu, gry na instrumentach, kaligrafii, obycia – słowem wszystko od historii powszechnej do sztuki uwodzenia. Szkolenie miało trzy etapy:

– Shikomi, czyli służąca do wszystkiego, ciężko pracująca i niepewna jutra, pod ciągłą obserwacją swej patronki,

– Maiko, praktykantka, która dostaje opiekunkę spośród doświadczonych gejsz (onesan) odpowiadającą za jej naukę.

– Onesan, gejsza z certyfikatem. Po ukończeniu okresu praktyki otrzymywała nowe imię i od tego momentu mogła obsługiwać klientów.

A jednak klientów?!

Witold Englender stanowczo zaprzecza.

– Nic z tych rzeczy. Powtarzam – kobieta towarzyszyła im, zabawiała rozmową, flirtowała, ale zupełnie niezobowiązująco. Od dalszego ciągu były kurtyzany. Gejsze pracowały w herbaciarniach, będących rodzajem ekskluzywnych klubów, gdzie trzeba było mieć wprowadzających, a i to nie zapewniło od razu spotkania z gejszą. Gdy było się już uprzywilejowanym i miało możliwość uzyskania towarzystwa gejszy, to liczyła się zasobność portfela. Oczywiście gejszy się nie płaciło, rachunki raz na miesiąc właścicielka wysyłała do żony klienta. Tak to wyglądało dawniej, tak też jest w zasadzie teraz.

Opowieści jastrzębskiego fotografa o Japonii można by wysłuchiwać godzinami, ale musimy się przecież skupić na fotografiach gejsz. Któż je w dawnych czasach robił?

– Tylko Japończyk, który znał i rozumiał tradycję, który mógł być dopuszczony do wnętrza herbaciarni. Zamorscy fotografowie też fotografowali gejsze, rzecz jasna, były przecież najbarwniejszym i najbardziej fascynującym elementem krajobrazu Japonii, ale w rzeczywistości wykonywali zdjęcia manekinom odzianym w kimona – zauważa kolekcjoner.

O gejszach i ich artystycznych fotografiach duży by mówić, ale zawsze lepiej jest zobaczyć je na własne oczy. Swą niepowtarzalną kolekcję Witold Englender – dawniej górnik, dziś fotograf – zaprezentuje w pierwszej połowie marca br. w galerii Biblioteki Powiatowej i Miejskiej w Łaziskach Górnych.

Wszystkich bliżej zainteresowanych jego działalnością i kolekcjami odsyłamy zaś do Klubu „Niezależni” w Jastrzębiu Zdroju, gdzie od lat realizuje wraz z grupą fanów swe zainteresowania.

Kajetan Berezowski

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Prezes JSW Daniel Ozon (po prawej) docenił postawę ratowników z CSRG w czasie akcji w ruchu Zofiówka i złożył podziękowania prezesowi Stacji dr. inż Piotrowi Buchwaldowi.

Smutne, ale ważne doświadczenia

Minął rok od katastrofy w ruchu Zofiówka. Te 12 miesięcy...
Ratownicy z CSRG w Bytomiu z zespołami austriackimi i niemieckimi wzięli udział we wspólnych ćwiczeniach w Alpach

Wspólne ćwiczenia

Polska ekipa ratowników z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu...
Polskim uczeloniom, a szczególnie tym o profilu górniczym, coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do studiowania

Miał być renesans, a jest odwrót?

Chętnych do studiowania górnictwa brakuje, a to błąd. W tym...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!