• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

TRIUMF DUCHA

Utworzono: czwartek, 27 lipca 2000
 „HALEMBA”: Uratowany po 111 godzinach

TRIUMF DUCHA

Zbyszek ostatni raz kontaktował się z powierzchnią w środę, 21 lutego, tuż przed godziną. 18.00.

– Sytuacja metanowa po wstrząsie jest w normie – meldował przez telefon z poziomu 1030 m.

– Przyjąłem. Opuszczaj wyrobisko – odpowiedział dyspozytor.

W książce raportów pierwszy wstrząs odnotowano o 17.31. Kolejny o 18.02. Z zagrożonego rejonu wyprowadzono 30 górników. Niestety, nie było wśród nich trzydziestoletniego Zbigniewa Nowaka, specjalisty metaniarza.

Został pod ziemią! Na wszystkich padł blady strach. Tym bardziej, że drugiemu wstrząsowi towarzyszyło tąpnięcie powodujące zawał. Ci, którzy zostali wyprowadzeni na powierzchnię, opowiadali o eksplozji, ogromnym huku i ruszającym się górotworze.

Nieszczęśnikowi ruszyli natychmiast na pomoc ratownicy z kopalń „Bielszowice”, „Sośnica-Makoszowy”, „Knurów”, „Szczygłowice”, „Polska-Wirek” oraz „Budryk” wspierani przez szesnaście zastępów z macierzystej kopalni „Halemba” oraz ratowników pogotowia OSRG w Zabrzu. Zaczęła się mordercza walka z czasem na śmierć i życie.

Piątek, 24 lutego,

godzina 1.45

– Otrzymałem informację, że odebrano sygnał pochodzący z osobistego nadajnika, który posiadał zaginiony górnik. Może znajdować się 25 m od naszych ludzi. Powiało optymizmem, ale okazało się, że przedwczesnym. Tymczasem warunki prowadzenia akcji pogarszają się z godziny na godzinę – notował w swym służbowym zeszycie Piotr Buchwald, dyrektor Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Zabrzu, obejmującej swym zasięgiem działania rudzkie kopalnie.

Najwyższe z możliwych zagrożenie metanowe od początku utrudniało akcję ratowniczą. Zawał przebierano rękami. W 90-centymetrowej wysokości chodniku ludzie pracowali niemalże na leżąco. I tak centymetr po centymetrze, metr po metrze posuwali się w kierunku zasypanego.

Akcję prowadzono z dwóch stron. Od dowierzchni transportowej oraz od chodnika do dowierzchni trzeciej i stamtąd poprzez przecinkę do miejsca usytuowania telefonu, z którego Zbyszek ostatni raz kontaktował się z powierzchnią. Przyjęto bowiem domniemanie, że nie mógł oddalić się na większą odległość, skoro zawał zastał go zaledwie kilka sekund po tym, jak odłożył słuchawkę.

– Lepiej szło od chodnika, bo mieliśmy minimalny dopływ powietrza. To był ten nasz wentyl bezpieczeństwa.

Jeden nieopatrzny ruch i wszyscy wylatujemy w powietrze. Gdyby mnie ktoś wtedy spytał, kiedy do niego dotrzemy, to nie wiem, co bym odpowiedział – wspomina Andrzej Polczyk, kierownik pogotowia.

Sobota, 25 lutego,

godzina 17.00:

Warunki stale się pogarszają. Służby ratownicze nie podejmują się oceny, czy górnik może jeszcze żyć. Wszyscy trzymają się jednak żelaznej zasady – „akcja trwa do momentu dotarcia do zaginionego”. Co odważniejsi próbują jednak przygotować społeczeństwo, a zwłaszcza rodzinę Zbigniewa Nowaka na najgorsze. Coraz częściej powtarza się informacja, że czym dłużej trwa akcja, tym szanse na znalezienie żywego górnika maleją.

Na dole jednak nikt o śmierci kolegi nie chce słyszeć. Do rąk ratowników trafiają pierwsze urządzenia pozwalające na mechaniczny transport zalegających w chodniku fragmentów skał, brył węgla i zniszczonych elementów obudowy.

Niedziela, 26 lutego,

godzina 9.08:

Działa już zastępczy system wentylacji ułatwiający pracę zastępom ratowniczym. Mimo trwającej nieprzerwanie akcji nie udało się jednak dotrzeć do zasypanego.

Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej informuje:

– Liczymy się z tym, że przebieranie rumowiska będzie bardzo czasochłonne. Ratowników dzieli od zaginionego około 140 metrów zasypanego chodnika. W wyrobisku jest ciasno, trudno się oddycha. Robimy oczywiście wszystko, aby jak najszybciej dotrzeć do górnika, dbając przy tym o bezpieczeństwo pracujących w chodniku ratowników.

Ci natomiast o niczym innym nie marzą, jak tylko o odebraniu jakiegokolwiek sygnału od zasypanego. Jak się okazało długo czekać nie musieli. W końcu odebrano sygnał emitowany przez nadajnik znajdujący się przy poszkodowanym.

Poniedziałek, 27 lutego,

godzina 5.18:

– Dociera do mnie informacja, że ratownicy są blisko poszkodowanego. Podobno żyje! Wydobycie go z zawału to kwestia dwóch, trzech godzin. Coś niebywałego – brzmią kolejne słowa zapisane w dyrektorskim notatniku Piotra Buchwalda.

Tymczasem na dole rozgrywa się prawdziwy dramat. Czołgającym się po szyję w wodzie ratownikom udaje się przebić niewielki otwór prowadzący do niszy, w której znalazł się zasypany górnik. I nagle uczestniczący w akcji ratownik Janusz Jarząbek słyszy ludzki głos. – To było wołanie o pomoc. Nie miałem już cienia wątpliwości, że ten głos należy do Zbigniewa Nowaka. Wołam do chłopaków z tyłu: „Mamy go żywego!!!”. Dziesięć zastępów ratowniczych stłoczonych na zaledwie 80 metrach przestrzeni otrzymuje informację, że Zbyszek żyje. We wszystkich wstępują nowe siły. Mimo zmęczenia pracują ze zdwojoną siłą.

– Zaczęliśmy wszyscy przebierać łopatkami jak szaleni. Ja byłem blisko, więc kontynuowałem rozmowę – relacjonuje zastępowy Jarząbek.

– Gdy upewnił się, że pomoc jest na wyciągnięcie ręki, poprosił mnie spokojnym głosem o wodę i jabłko. Byłem jak zamurowany. A on dalej do mnie mówi, że żona ma dziś urodziny i musi zdążyć z życzeniami. Biedak zupełnie stracił poczucie czasu. Wydawało mu się, że spędził pod ziemią nie pięć, a dwa dni. Nie chciałem go wyprowadzać z błędu. Zapewniłem, że wszystko jest w porządku i mamy właśnie czwartek – dodaje.

Uwięziony górnik otrzymuje od ratowników poprzez rurę najpierw lampę, a następnie napój.

– Bałem się, żeby mi gdzieś nie uciekł w bok i nie zaciągnął się gazami, bo stężenia były niebezpieczne. Nie chcieliśmy działać szybko. Mówiliśmy, żeby oddychał przez rurę. Tak, jak robił to przez całe pięć poprzednich dni. Właśnie ta urwana rura uratowała mu życie – zawiesza głos kierujący akcją ratowniczą Bogusław Wypych. Ma łzy w oczach.

Godzina 7.12:

Zbigniew Nowak wychodzi z zawału o własnych siłach. Przez wąską szczelinę prześlizguje się. Wraz z ratownikami czołga się w kierunku ściany. Odmawia przyjęcia zastrzyku. Twierdzi, że czuje się w miarę dobrze. W końcu trafia na nosze.

Godzina 9.22:

Poszkodowany zostaje wyniesiony z klatki i przekazany ekipie pogotowia ratunkowego. W drodze z nadszybia do sanitarki towarzyszy mu ojciec Hans.

– To jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Chyba miałem jeszcze jeden taki dzień, gdy Zbyszek się urodził. Cieszymy się z całą rodziną. Nie dopuszczaliśmy nawet myśli, że mógł zginąć – mówi donośnym głosem.

Chwilę potem pogotowie zabiera Zbyszka do sosnowieckiego szpitala im. Św. Barbary. W charakterze pacjenta jedzie tam również Hans Nowak, który nie wytrzymał i zasłabł przy bramie kopalni.

Godzina 11.00:

Na terenie kopalni „Halemba” rozpoczyna się konferencja prasowa. Obecni są dziennikarze z największych mediów krajowych. – Kompania Węglowa oddała do mojej dyspozycji wszelkie siły i środki, aby akcja mogła się toczyć sprawnie i szybko. Dotarliśmy do żywego górnika. To jest dziś dla nas najważniejsze – przyznaje dyrektor kopalni „Halemba” Kazimierz Dąbrowa.

W tym momencie dzwoni Piotr Buchwald, dyrektor zabrzańskiej OSRG. Zapewnia, że wszyscy ratownicy biorący udział w akcji są cali i zdrowi. Już odpoczywają.

– Chcę im wszystkim serdecznie podziękować za wspaniałą pracę. To była jedna z najcięższych akcji, jakie kiedykolwiek były prowadzone w historii polskiego górnictwa. Dotarliśmy do żywego górnika. Zdarzył się cud – podkreśla Buchwald.

Teraz wszyscy z niepokojem nasłuchują wieści ze szpitala o stanie zdrowia Zbyszka i jego ojca.

Godzina 11.40:

Zdzisław Augustyniak, główny inżynier BHP KWK „Halemba” wbiega na salę z telefonem przy uchu:

– Obaj czują się świetnie! Właśnie z sobą rozmawiają!

I czegóż trzeba więcej...

KAJETAN BEREZOWSKI

 Górnik czuje się dobrze

Stan Zbigniewa Nowaka jest zadowalający – oceniają lekarze z sosnowickiego szpitala im. św. Barbary, gdzie przed południem przewieziono mężczyznę. Jak stwierdził ordynator oddziału intensywnej terapii dr Lech Krawczyk (na zdjęciu – w środku), wyniki badań są bardzo „uspokajające”.

Górnik ma głęboką ranę łokcia. Nie doznał obrażeń wewnętrznych oraz uszkodzeń wzroku – czego obawiali się lekarze. W konferencji prasowej, która odbyła się na terenie szpitala wzięła udział – wraz z córką Laurą – żona uratowanego górnika, Marlena. Dziękowała ona ratownikom za przeprowadzoną akcję.

W sosnowieckim szpitalu obecny był także prezes Kompanii Węglowej, Maksymilian Klank. – Rozmawiałem w szpitalu z poszkodowanym górnikiem i co zauważyłem szczególnego, jest to młody człowiek o bardzo mocnej psychice i mający w sobie taki nadzwyczajny „pęd do życia”. Gdyby ktoś mu powiedział w szpitalu, że wszystko jest w porządku, to pewnie wstałby, ubrałby się i wróciłby do domu – nie krył podziwu prezes Kompanii. – Była to wyjątkowa akcja, prowadzona w bardzo trudnych warunkach, z wielkim poświęceniem ludzi. To dowód na to, że w takich sytuacjach nigdy nie należy wątpić. Uważam, że czasami trzeba odejść od pewnych standardowych uwarunkowań, trzeba mieć odwagę, by podjąć niekonwencjonalne decyzje, wykraczające poza normy, żeby ratować życie człowieka. Dlatego dziękując serdecznie wszystkim osobom biorącym udział w tej akcji, chciałbym szczególnie podziękować nadzorowi górniczemu za takie decyzje, które pozwoliły nam dojść do uwięzionego górnika. To zaważyło na tym, że byliśmy w porę – dodał.

(kaj, jac)

 

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Prezes JSW Daniel Ozon (po prawej) docenił postawę ratowników z CSRG w czasie akcji w ruchu Zofiówka i złożył podziękowania prezesowi Stacji dr. inż Piotrowi Buchwaldowi.

Smutne, ale ważne doświadczenia

Minął rok od katastrofy w ruchu Zofiówka. Te 12 miesięcy...
Ratownicy z CSRG w Bytomiu z zespołami austriackimi i niemieckimi wzięli udział we wspólnych ćwiczeniach w Alpach

Wspólne ćwiczenia

Polska ekipa ratowników z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu...
Polskim uczeloniom, a szczególnie tym o profilu górniczym, coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do studiowania

Miał być renesans, a jest odwrót?

Chętnych do studiowania górnictwa brakuje, a to błąd. W tym...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!