• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

CHCĘ ZOSTAĆ TAKIM, JAKIM BYŁEM

Utworzono: czwartek, 03 sierpnia 2000

CHCĘ ZOSTAĆ TAKIM, JAKIM BYŁEM

Dokładnie tydzień po cudownym wręcz ocaleniu z zawału Zbigniew Nowak – górnik z „Halemby”, który przez pięć dni tkwił uwięziony w poziomie 1030 m pod ziemią, był bohaterem konferencji prasowej zorganizowanej przez dyrekcję Szpitala im. Św. Barbary w Sosnowcu. Tu, na oddział intensywnej opieki medycznej trafił wprost z kopalni. Już wstępne badania wykazały, że prócz rany łokcia, Zbigniew jest zdrów jak przysłowiowa ryba. Słowa wypowiedziane przez dyrektora szpitala dr. Zbigniewa Swobodę: „pacjent jest w dobrej kondycji”, brzmiały wówczas jak – „nie do wiary”. A jednak – nie było w nich ani krzty przesady.
– Towarzyszyliśmy panu Zbigniewowi przez minione siedem dni z obowiązku i z serca, z poczucia ludzkiej solidarności. Chcę jeszcze raz podkreślić, że pan Zbigniew jest człowiekiem niezwykłym, silnym, prawym, posiadającym określone zasady i będącym tym zasadom wierny. Po tym tygodniu obfitującym w wiele spotkań, we dnie i w nocy, w różnych sytuacjach, z rodziną i bez, daleko więcej już rozumiem, skąd u niego ta ogromna siła przetrwania – mówił dyrektor Zbigniew Swoboda otwierając spotkanie pacjenta z dziennikarzami. Ten zaś – opanowany i uśmiechnięty – otwarcie dzielił się swoimi wrażeniami z tamtych, tragicznych chwil przeżytych na dole.
Ze szczegółami mówił o szczęśliwym spotkaniu z ratownikami, wyjeździe na powierzchnię, spotkaniu z żoną Marleną, córką Laurą i wreszcie o swych planach na przyszłość.
– To stało się nagle. Gdy zapaliłem lampę, wokół ujrzałem rumowisko. Przez te 111 godzin przebywałem w bardzo spartańskich warunkach, choć na brak miejsca nie narzekałem. Wraz ze mną zmieściłoby się tam jeszcze z dziesięciu chłopa, ale nie było nikogo poza starym szczurem, który dotrzymywał mi towarzystwa. Później gdzieś zniknął. Pewnie znalazł jakieś wyjście z tej pułapki. A ja przed oczami oglądałem całe swoje życie. Przypomniało mi się, jak z żoną się poznaliśmy, jak Laurusia nam się urodziła. Owszem, miałem czarne myśli, ale radziłem sobie z nimi. Modliłem się, to znowu śpiewałem pod nosem jakieś piosenki, od czasu do czasu rozprostowywałem nogi i ręce, żeby nie ścierpły, trochę spałem, a potem jadłem kartki z notesu i udawałem, że to kotlety. Miałem trochę wody w butelce i bardzo ją oszczędzałem – wspominał Zbigniew Nowak.
Pytano go również o to, czy ta niesamowita przygoda zmieni jego dotychczasowe życie i jak bardzo tragiczne wydarzenia go przejęły.
– Nie chcę nic w sobie zmieniać. Chcę pozostać takim, jakim byłem do tej pory. Nie będę się również niczym przejmował. Życie jest na tyle ciężkie, że człowiek nie ma czasu przejmować się byle czym. Ważne jest, aby być szczęśliwym i dawać szczęście swojej rodzinie – odpowiadał z przekonaniem. Podkreślił też, że nie czuje się bohaterem.

Zbigniew Nowak wraz z żoną Marleną i córką Laurą przez ponad dwadzieścia minut odpowiadali na pytania dziennikarzy podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w szpitalu Św. Barbary w Sosnowcu.

– Bohater, to ktoś, kto uratował komuś życie. A ja jestem jednym z wielu ludzi, którym przytrafił się wypadek – wyjaśniał. Teraz – jak twierdzi – stara się nie wracać do tego, co się wydarzyło krytycznego dnia. Marzy natomiast o jak najszybszym powrocie do domu. Dociekliwi reporterzy ciekawi byli, cóż takiego żona Zbigniewa przygotuje mu na pierwszy – po powrocie ze szpitala – obiad i czy przypadkiem nie tęskni za schabowym. – Trudno powiedzieć, co to będą za potrawy. Może kluski śląskie, rolada i trochę modrej kapusty –  ripostował pacjent. Wszyscy dobrze już wiedzą, że w najbliższą niedzielę przypadają 31 urodziny Zbyszka. Co do tego, że będą hucznie obchodzone, nikt nie ma wątpliwości, ale co do prezentu...

– No właśnie, jakiego prezentu pan oczekuje? – pytał dziennikarz TVP.

– Ja już prezent otrzymałem. Jest nim drugie życie – brzmiała kolejna odpowiedź. Tymczasem Marlena Nowak, pytana przez reportera „TG”, jak znosiła wraz z najbliższymi to kilkudniowe rozstanie, nie kryła, że najsilniejszym ogniwem rodziny w trudnych chwilach była córeczka Laura. Gdy pojawiały się łzy rozpaczy i zwątpienia, mała powtarzała w kółko: „Nie płaczcie, przecież tata żyje”.

Obecnie Zbigniew Nowak przebywa już poza oddziałem intensywnej opieki medycznej. Jutro, czyli w piątek, 10 bm. opuści szpital Św. Barbary. Szesnaście dni nie było go w domu.

– Proszę nie pytać męża, czy wróci na dół. Czy podejmie służbę w ratownictwie górniczym. Te decyzje podejmiemy wspólnie za jakiś czas. Teraz chcemy pobyć razem, nacieszyć się tą obecnością z dala od zgiełku, który towarzyszy nam od momentu szczęśliwego wyjazdu Zbyszka na powierzchnię – skwitowała na koniec krótko Marlena Nowak.

KAJETAN BEREZOWSKI

To był cud

CHCĘ ZOSTAĆ TAKIM, JAKIM BYŁEM

Rozmowa z dr JANUSZEM KAŹMIERCZYKIEM,

ordynatorem Oddziału Anestezjologii

i Intensywnej Terapii Szpitala Rejonowego w Zabrzu

 - Jakie czynniki mogły pana zdaniem wpłynąć na to, że Zbigniew Nowak, górnik z kopalni „Halemba”, po zakończeniu akcji ratunkowej był w tak dobrym stanie zdrowia?

 – W tym wypadku można mówić o prawdziwym cudzie. W momencie zawału znalazł się w najlepszym, a może jedynym miejscu, w którym można było przeżyć. Po pierwsze, na skutek zawału nie odniósł żadnych poważnych obrażeń, po drugie znalazł się w luce umożliwiającej nie tylko schronienie się, ale także swobodne poruszanie. Decydującym czynnikiem był jednak dostęp do powietrza. Atmosfera wokół była niezdatna do życia, na szczęście dla niego pękł rurociąg dostarczający świeże powietrze. Gdyby do tego nie doszło lub gdyby znalazł się dwa metry dalej, prawdopodobnie zginąłby na miejscu lub w ciągu kilku, kilkunastu minut.

– Czy brak dostępu do wody i pożywienia przez 5 dni mógł spowodować uszczerbek na zdrowiu?

– Zdrowy człowiek, a należy przyjąć, że górnik pracujący pod ziemią musi być zdrowy, może przeżyć bez problemu 5 dni bez pożywienia i wody. Na pewno nastąpiły ubytki wagi i zaburzenia elektrolitowe, ale bardzo szybko można je uzupełnić. Podczas różnego rodzaju protestów głodowych ludzie obywają się bez pożywienia nawet 40–50 dni.

– A brak światła?

– Fizjologicznie jest to czynnik niekorzystny dla zdrowia, ale nie decydujący dla życia. Brak światła przez dłuższy czas może spowodować wydłużoną adaptację do normalnego środowiska i uszkodzenie wzroku. W wypadku Zbigniewa Nowaka ta adaptacja nastąpiła bardzo szybko.

– Na zachowanie się organizmu bardzo duży wpływ ma także temperatura? 

-  Owszem, zarówno wychłodzenie organizmu, jak i jego przegrzanie, może przyspieszyć rozwój niekorzystnych dla zdrowia człowieka procesów, a w skrajnych sytuacjach może być nawet przyczyną śmierci. W tym wypadku temperatura okazała się optymalna dla organizmu. Najistotniejszym czynnikiem, który wpłynął na dobry stan zdrowia pana Nowaka było jednak nastawienie psychiczne, chęć życia i przekonanie, że ratownicy go odnajdą. Przed kilku laty na naszym oddziale leżał bardzo młody górnik uratowany z zawału. Mimo że udało się go wyprowadzić z ciężkiego stanu i wszystko było na najlepszej drodze, w pewnym momencie się załamał i powiedział, że tego nie przeżyje. Zmarł wkrótce po tej deklaracji.

Rozmawiała: ANNA ZYCH

Dotrwam, wytrzymam...

CHCĘ ZOSTAĆ TAKIM, JAKIM BYŁEM

Rozmowa z KRZYSZTOFEM KRUSZYŃSKIM,

psychologiem z kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej

– Jakie czynniki zadecydowały o szczęśliwym losie Zbigniewa Nowaka?

– Czynników z pewnością było wiele. Przyznać jednak muszę, że Zbigniew był doskonale przygotowany do swojej pracy. Uwzględniał ryzyko i możliwość bycia uwięzionym. Wiem, że gdy przebywał w zawale, porównywał swoją sytuację z przypadkiem Alojzego Piątka. W jego domu o tym się mówiło. Wiedział, że taką sytuację można przeżyć. Miał świadomość, iż nie będzie pozostawiony sam sobie i dzielnie czekał na przybycie ratowników. Wysyłał sygnały, baczył na rozmaite odgłosy, dbał o utrzymanie kondycji fizycznej, racjonalnie korzystał z wody i tlenu, wreszcie myślał o rodzinie i modlił się. Jednym słowem czerpał siły psychiczne z tych źródeł, które w takiej sytuacji są dostępne.

– Rzec by można, że Zbigniew Nowak wcale nie padł ofiarą zawału.

– Otóż to! Tradycyjna, górnicza rodzina wyposażyła Zbigniewa Nowaka w odpowiednie umiejętności. On w zaistniałej sytuacji był gotów podjąć konkretne zadanie, a nie stać się tylko ofiarą. „Przetrwam”, „dotrwam”, „wytrzymam”. „Innym się udało, mnie też się uda” – to są jego słowa.

– Niech więc przykład górnika z „Halemby” stanie się wzorem do naśladowania dla całej górniczej braci

– Tak. Przypadek Zbigniewa pokazał, że sytuacja nagłego zdarzenia w kopalni wymaga od górników odpowiedniego reagowania, współpracy w dotrwaniu do momentu spotkania z ratownikami, a następnie do współpracy z nimi. Zbyszek to ładnie ujął: „gdy rzucili mi lampę, to mogłem trochę im pomóc”. On był stale nastawiony na współpracę.

– A koniec końców, już na szpitalnym oddziale, równie dobrze współpracował zarówno z personelem medycznym, jak i z psychologiem. Na czym polegała pańska rola w tym wydarzeniu?

– Po dramatycznych przejściach ich uczestnik wraz ze swą rodziną potrzebuje czegoś, co nazwałbym warstwą ochronną. Ludzie muszą oswoić się z tym, co przeszli. Sądzę, że miałem pewien wpływ na dozowanie kontaktów z osobami, które nie są najbliższą rodziną. Niektórzy mają mi to za złe. Taki jednak był mój obowiązek. Pamiętajmy, że struktura przeżywania stresu jest skomplikowana. Oprócz stresu złego, niszczącego, istnieje również dobry stres, ale i on, wbrew pozorom, działa na nas obciążająco. Ważnym jest, że pan Zbigniew wyszedł z opresji cało, lecz nie mniej istotną sprawą będzie jakość życia jego i jego rodziny w przyszłości. Z tego punktu widzenia należy im się czas na psychologiczne przetworzenie przeżytych doświadczeń w to, co będzie dla nich najlepsze. Wszelka agresywność i daleko idąca ciekawość osób postronnych w takiej sytuacji powoduje wzrost napięcia i utrudnia osiąganie równowagi psychicznej.

Rozmawiał: KAJETAN BEREZOWSKI 

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Prezes JSW Daniel Ozon (po prawej) docenił postawę ratowników z CSRG w czasie akcji w ruchu Zofiówka i złożył podziękowania prezesowi Stacji dr. inż Piotrowi Buchwaldowi.

Smutne, ale ważne doświadczenia

Minął rok od katastrofy w ruchu Zofiówka. Te 12 miesięcy...
Ratownicy z CSRG w Bytomiu z zespołami austriackimi i niemieckimi wzięli udział we wspólnych ćwiczeniach w Alpach

Wspólne ćwiczenia

Polska ekipa ratowników z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu...
Polskim uczeloniom, a szczególnie tym o profilu górniczym, coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do studiowania

Miał być renesans, a jest odwrót?

Chętnych do studiowania górnictwa brakuje, a to błąd. W tym...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!