• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

Nie rozumiem, jak można się nudzić

Utworzono: czwartek, 31 sierpnia 2000

Nie rozumiem, jak można się nudzić

Rok dla Mariana Gongora dzieli się na dwie części: ciepłą, gdy całe dnie spędza jeżdżąc na rowerze i fotografując oraz chłodną, gdy siedząc w domu rysuje, czyta i słucha muzyki. Przez cały rok, niezależnie od aury, stara się uzupełniać swoje kolekcje: książek, płyt i obrazów. Zawsze też znajdzie czas, żeby coś nowego ugotować.

Marian Gongor malował od zawsze, jest przekonany, że pasję odziedziczył po ojcu. Ojciec znany był ze swoich plastycznych zamiłowań do tego stopnia, że nauczycielka rysunków nie chciała wierzyć, że oddawane do oceny prace wyszły spod ręki kilkunastolatka. Jego grafiki uderzają radosną kolorystyką, jakby na przekór czerni kopalnianych chodników. Marian Gongor jest pierwszym i jedynym mężczyzną w rodzinie, który pracował w górnictwie. Wszyscy pozostali pracowali w hucie „Pokój”.

– To był szok, gdy zdecydowałem się na pracę w kopalni. Rodzina mówiła „gdzie ty idziesz, tam cię zabije”. Tymczasem mnie szczęśliwie udało się dotrwać do emerytury, a w wypadkach przy pracy w hucie zginęło trzech braci mamy, dziadek i kuzyn.

Jako ratownik górniczy w kopalni „Polska-Wirek” przepracował 18 lat. Jak to często bywa, zadecydował o tym przypadek. Kiedyś mało kto chciał być ratownikiem, oprócz ciągłego obcowania z niebezpieczeństwem oznaczało to pracę na okrągło.

Ma za sobą bardzo wiele akcji ratowniczych, trudno mu je zliczyć, ale w pamięć najbardziej zapadła akcja, podczas której uratowano 4 zasypanych górników w kopalni „Polska-Wirek”.

– Tego się nie da, ot tak, opowiedzieć. Nie lubię rozmawiać o kopalni z kimś, kto tego w życiu nie widział, bo jak można opisać te warunki? To jest tunel, zwykły ciasny tunel. Denerwuje mnie też, gdy ktoś mówi, że na kopalni jest ciężka praca. To prawda, ale ciężką pracę mają też stoczniowcy i rybacy. To nie o wysiłek chodzi, lecz o warunki, w których nie da się normalnie oddychać i żyć – opowiada o swoich doświadczeniach.

W 2001 roku Marian Gongor odszedł na urlop górniczy. Nie wahał się długo, pieniądze były porównywalne no i nareszcie miał wystarczająco dużo czasu, by realizować wszystkie swoje pasje.

– O górnikach mówią: taki głupi, tępy, nic nie umie, tylko piwo pije. To przecież są niesprawiedliwe stereotypy! Znam wielu ludzi, którzy mają bardzo ciekawe zainteresowania – denerwuje się.

Kolekcjonowanie obrazów twórców nieprofesjonalnych to najnowsza pasja.

– Niestety, dość kosztowna – dodaje pan Marian.

Niedługo na ścianach zadbanego mieszkanka nie będzie miejsca na wieszanie nowych obrazów. Kilka czeka na powieszenie, kilka kolejnych jest już zamówionych. Ozdobą kolekcji jest obraz Pawła Wróbla. Największym marzeniem zdobycie jakiegoś dzieła Erwina Sówki. Obrazy wyszukuje na wystawach i konkursach, jeśli coś wpadnie mu w oko, stara się skontaktować z autorem. Niektórzy z artystów są tak przywiązani do swoich obrazów, że pod żadnym pozorem nie chcą ich sprzedawać.

– Ja także nie sprzedaję swoich grafik, ale często ofiarowuję je przyjaciołom – opowiada Gongor.

Kolejna pasja to książki. Regały z książkami sięgają od podłogi aż do sufitu. Część księgozbioru jest odziedziczona po ojcu. Większość tytułów to historia, historia sztuki lub filozofia, ale trafiają się też powieści sensacyjne. Te jednak często – z braku miejsca – są przekazywane zaprzyjaźnionej wiejskiej bibliotece. Gospodarz uwielbia Dostojewskiego i Kawkę, ta literatura pokazuje zawiłości natury ludzkiej, a w życiu nic nie jest czarne lub białe, na każdą sprawę należy popatrzeć z dwóch stron.

Marian Gongor sądzi, że zamiłowanie do muzyki klasycznej odziedziczył po rozkochanym w operach dziadku.

– Gdy byłem mały, musiałem słuchać nagrań dziadka. Wtedy bardzo mnie to drażniło, a dziś stało się pasją – wspomina.

W swoich zbiorach ma 700 płyt z muzyką klasyczną. Oprócz tego trochę muzyki rozrywkowej i sporo piosenki francuskiej. Kolekcja powstawała przez 20 lat, choć jej twórca w ogóle nie ogląda telewizji, bez muzyki, która towarzyszy mu cały czas, nie mógłby żyć. Najbardziej ceni Mahlera, uwielbia opery Wagnera, lubi Bacha ale przede wszystkim małe formy: duety, tria.

– Naprawdę trzeba się napracować, aby tego typu utwór skomponować dobrze! – tłumaczy.

Najnowszym nabytkiem jest trio fortepianowe Haydna. Wyjątkową słabość ma do Edith Piaf.

– To prawdziwa gwiazda i niesamowity głos; miała bardzo ciężkie życie, mieszkała na ulicy, ale jest niezastąpiona. Z polskich wokalistek może jej dorównać tylko Ewa Demarczyk.

Niedawno w Domu Kultury w Rudzie Śląskiej zorganizowana została wystawa związana z kolejną pasją Mariana Gongora – fotografią. Na jego zdjęciach uwiecznione są podwórka, bramy, klatki schodowe, niepowtarzalne elementy drobnej architektury, piękne detale niezauważalne na pierwszy rzut oka, które ulegają zapomnieniu i rozpadowi. W ubiegłym roku fotografował Rudę Śląską, Lipiny, w nadchodzącym sezonie ma zamiar uwiecznić zakamarki Zabrza, Świętochłowic, Bytomia.

– To, co jest piękne i odnowione na zewnątrz, każdy widzi, ja zaglądam od zaplecza. Proszę spojrzeć, kto dziś robi takie okna – pokazuje swoje zdjęcia.

Już niedługo, gdy zrobi się ciepło, Gongor wsiądzie na rower. Rocznie przejeżdża 10 tys. kilometrów. Nie wybiera się daleko; na co dzień preferuje okolice Bujakowa, Mikołowa, Orzesza, z daleka od uczęszczanych tras, dłuższe wakacyjne eskapady planuje na terenie Słowacji i Czech. Pokonanie trasy w Bieszczady przez Słowację zajęło mu 2 tygodnie. Czasem porzuca rower i sprawdza czy równie dobrze spisze się chodząc. Ostatnim wyczynem była trasa z Bieszczad do Szczyrku. Przed takim wyzwaniem trzeba jednak trenować – przyznaje pan Marian.

– Jeśli wybierałem się do Chorzowa, zamiast jechać tramwajem szedłem piechotą. Przy takim treningu z dnia na dzień zyskuje się kondycję.

Ostatnią pasją Gongora jest gotowanie. Choć ma bardzo dużo książek kucharskich, za najlepsze uważa przepisy podpowiedziane przez znajomych. Takie dania są sprawdzone, wiadomo czego się spodziewać. Jego popisową potrawą jest pasztet – mięsny, warzywny albo z ryby.

– To żadna filozofia, trzeba tylko wszystkie składniki dobrze zmielić, przynajmniej dwa razy, żeby tworzyły gładką masę – zdradza mi przepis.

Nie rozumie, gdy ktoś twierdzi, że nie ma co robić, że się nudzi. Człowiek przecież musi mieć w życiu jakieś zajęcie. Sam, gdy zostaje mu trochę czasu, pomaga rodzinie w uprawie ogrodu.

Anna Zych

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Prezes JSW Daniel Ozon (po prawej) docenił postawę ratowników z CSRG w czasie akcji w ruchu Zofiówka i złożył podziękowania prezesowi Stacji dr. inż Piotrowi Buchwaldowi.

Smutne, ale ważne doświadczenia

Minął rok od katastrofy w ruchu Zofiówka. Te 12 miesięcy...
Ratownicy z CSRG w Bytomiu z zespołami austriackimi i niemieckimi wzięli udział we wspólnych ćwiczeniach w Alpach

Wspólne ćwiczenia

Polska ekipa ratowników z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu...
Polskim uczeloniom, a szczególnie tym o profilu górniczym, coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do studiowania

Miał być renesans, a jest odwrót?

Chętnych do studiowania górnictwa brakuje, a to błąd. W tym...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!