• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

ŁAPACZ PRZEMIJANIA

Utworzono: czwartek, 17 maja 2001

ŁAPACZ PRZEMIJANIA

Z kopalnią „Wieczork” obcował od dziecka. Dosłownie.

– Z okna rodzinnego domu w Janowie spoglądałem na szyb „Puławski”. Był od zawsze. Wydawał się wieczny i niezniszczalny. Ta spleciona ze stalowej konstrukcji siatka z kręcącymi się u szczytu kołami fascynowała mnie od najmłodszych lat. Byłem ciekaw, jak to wszystko działa, jak głęboko sięga, co przeżywają ludzie, kiedy ruszają te koła – wspomina 31-letni dziś Marek Locher.

Zrazu wydawało się zresztą, że „Wieczorek” stanie się dla Lochera drugim domem. Przed kilkunastu laty kopalnia chętnie widziała jeszcze u siebie absolwentów własnej wówczas szkoły. Jednak blichtr narastającego szaleństwa komputerowego miał dla młodego technika-elektronika z górniczą specjalnością wyraźnie większy powab. Wybrał karierę w biurze projektowym.

Nadal głęboko tkwiła w nim jednak magia widoku zza okna rodzinnego domu w Janowie. Prawdę powiedziawszy, Marek Locher sam zdumiewa się dlaczego. Nie może być mowy o „skazie” górniczych korzeni. Dziadek prowadził znany w Giszowcu zakład fryzjerski, zaś ojciec także budował pomyślność rodziny pracami projektowymi. Także, uzyskany w „wieczorkowej” szkole, maturalny cenzus niczego nie tłumaczy, skoro tuż po uzyskaniu dyplomu Locher „zdradził” kopalnię.

– Trudno lapidarnie wyjaśnić moje zainteresowanie postindustrialnym krajobrazem. Ot, jechałem rowerem, i raptem spostrzegałem, że to, co do niedawna wydawało się wieczne i niezniszczalne, gaśnie, że koła, które jeszcze wczoraj się kręciły, dziś są już nieruchome. Tak na moich oczach zastygł szyb „Wilson” kochanego „Wieczorka”. W miarę upływu czasu te obserwacje się potęgowały. Regularnie bywałem na giełdzie komputerowej w Bogucicach. Zwykle człowiek patrzy drogi i nie rozgląda się uważnie, co dzieje się wokół niego. Aż tu przychodzi moment, że zapala się czerwone światło na sygnalizatorze, zatrzymuję się, i... prawdziwy szok. Toż od zawsze była tu kopalnia „Katowice”, a tymczasem już jej nie ma – opowiada Marek Locher.

Te zaskakujące zderzenia z błyskawicznie zmieniającym się z dnia na dzień pejzażem własnej „małej ojczyzny” sprawiły, że niedoszły górnik przed kilkunastu laty sięgnął po aparat fotograficzny.

– Jestem samoukiem fotografii. Najpierw posługiwałem się zwykłą lustrzanką, później szarpnąłem się na „cyfrówkę” – wspomina początki swojej nowej przygody.

Dokumentowanie zmian w najbliższym otoczeniu rozciągał z czasem na coraz rozleglejszy obszar. Utrwalał w obiektywie schyłek kopalń jaworznickich („Jan Kanty”), zagłębiowskich, bytomskich („Rozbark”), ale też innych, ważnych ongi dla Śląska, obiektów przemysłowych (m.in. cynkowni na Wełnowcu).

– Próbuję łapać wszystko to, czego jutro już nie będzie, zaglądam z aparatem w śląskie zakamarki, a więc również w stare osiedla Katowic, Rudy Śląskiej, Świętochłowic, Bytomia... Utrwalam ich architektoniczny koloryt, osobliwy klimat, ludzi... – mówi o swojej pozaprofesjonalnej fascynacji.

Dodaje, że każda taka wyprawa, każda nowa seria fotografii naturalną koleją rzeczy pobudza jego historyczną ciekawość: chęć pogawędek z miejscową „starszyzną” i „pogrzebania” w dostępnych dokumentach. Robi to po to, aby przynajmniej powierzchownie poznać dzieje nie tylko obumierających obiektów, lecz nade wszystko losy ludzi, dla których te schyłkowe dziś kopalnie, huty i przedsiębiorstwa były – jak wciąż zwykli jeszcze mawiać – ich żywicielkami.

Marek Locher ceni sobie członkostwo w Śląskim Towarzystwie Fotograficznym. Nie jest to – tłumaczy – ani kwestia snobizmu, ani tym bardziej jakichkolwiek pretensji do kreowania się na „zawodowca”.

– Tę przynależność traktuję jako doskonałą sposobność do uczenia się od profesjonalistów fotografii, w tym od prasowych fotoreporterów – wyznaje.

Sam jednak nie bardzo widzi się w tej roli.

– Fotoreportaż prasowy rządzi się swoimi, specjalnymi prawami. Jest agresywny, drapieżny, a przy tym podporządkowany – dyktowanej przez wydawcę – porze dostarczenia zdjęć do druku. Mnie natomiast nikt nie popędza. Robię setki fotografii, z których potem wybieram dziesięć-piętnaście, których – w mojej ocenie – nie muszę się wstydzić.

Locher przyznaje w tym kontekście, iż – w przeciwieństwie do dokumentalistów „jednego dnia” – ma ten komfort, że wielokrotnie może wracać w wybrane miejsce.

– Bywa, że czekam na ostre słońce, aby, jako ornament fotografowanego obiektu, wykorzystać wiązkę kładących się cieni, ale bywa też, że wybieram ponurą, mglistą pogodą, odpowiadającą klimatowi utrwalanego kresu – wyjaśnia.

Dokumentalista z Janowa respektuje przy tym rygory, do jakich nawykli gospodarze zakładów górniczych.

– Zanim wyzwolę migawkę aparatu, przedtem zabiegam o konieczne pozwolenia i przemierzam interesujące mnie obiekty w towarzystwie wyznaczonych przez kierowników ruchu opiekunów. Na ogół spotykam się z przyjaznym oddźwiękiem. Dotyczy to zwłaszcza kierownictwa Spółki Restrukturyzacji Kopalń SA. Równie życzliwie jestem traktowany przez pracowników zamykanych zakładów, bądź już tylko przez, uwijających się pośród gruzów złomiarzy. Nigdy nie spotkałem się z jakimikolwiek przejawami złośliwości, bądź agresji – zwierza się dokumentalista śląskiego „postindustrialu”. Swoje fotografie Marek Locher po raz pierwszy pokazał na ubiegłorocznej, „barbórkowej” wystawie w Radzionkowie. W marcu i kwietniu br. dużo bogatszy wybór mogą oglądać bywalcy filii nr 2 Miejskiego Domu Kultury w Katowicach (Plac pod Lipami w Giszowcu).                                                         Jech

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Prezes JSW Daniel Ozon (po prawej) docenił postawę ratowników z CSRG w czasie akcji w ruchu Zofiówka i złożył podziękowania prezesowi Stacji dr. inż Piotrowi Buchwaldowi.

Smutne, ale ważne doświadczenia

Minął rok od katastrofy w ruchu Zofiówka. Te 12 miesięcy...
Ratownicy z CSRG w Bytomiu z zespołami austriackimi i niemieckimi wzięli udział we wspólnych ćwiczeniach w Alpach

Wspólne ćwiczenia

Polska ekipa ratowników z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu...
Polskim uczeloniom, a szczególnie tym o profilu górniczym, coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do studiowania

Miał być renesans, a jest odwrót?

Chętnych do studiowania górnictwa brakuje, a to błąd. W tym...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!