• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

KOSZYK
Koszyk jest pusty
Rowerowa wyprawa górników ze Szczygłowic na Nordkapp

Pod kopalnią śnią im się białe noce

Knurowscy rowerzyści we wiosce św Mikołaja nieopodal Rovaniemi.
Autor: archiwum domowe
Knurowscy rowerzyści we wiosce św Mikołaja nieopodal Rovaniemi.
Utworzono: czwartek, 13 marca 2014
Autor: Witold Gałązka
Źródło: Trybuna Górnicza

Wszyscy myślą, że Szczygłowice to przykopalniana dziura, z której nie sposób się wyrwać. Ale z balkonu wieżowca przy dobrej pogodzie widać Czantorię. I człowiek marzy o dalekich podróżach – mówi Dominik Pędziwilk, 50-letni górnik. Nie może doczekać się wiosny, gdy ze starszym kolegą Markiem – emerytowanym sztygarem – wyciągną z garaży rowery i zaczną planować wyprawę.

Temperatura tegorocznych zimowych wieczorów na przykopalnianym osiedlu przypomina im... ostatnie lato w podróży na Nordkapp – najbliższy bieguna północnego ląd Europy. Gdyby nie szychty Dominika w zakładzie przeróbczym kopalni Knurów-Szczygłowice, mogliby jechać od razu, bo w Polsce jest teraz cieplej niż wtedy. – Temperatura wynosiła ok. 4 stopni, ale Bałtyk na szosie tak nas smagał wiatrem, że odczuwało się zero.

Dłonie marzły na kierownicy

Zmarznięte dłonie zaciśnięte na kierownicy trzeba było rozwierać siłą. A mięśnie ud samoczynnie drgały, żeby wytworzyć trochę ciepła – wspomina Marek Juszczak (58 lat), który wspólnie z kolegą pokonał na rowerach w niecałe dwa miesiące 6060 km. Od Knurowa, przez Suwałki, Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Norwegię i Danię, z powrotem do Szczygłowic. Wieźli biało-czerwoną flagę, herb miasta i logo Kompanii Węglowej, a ludzie patrząc, jak ich objuczone sakwami rowery pną się z mozołem na kilkunastostopniowe pochyłości, podnosili kciuki w geście podziwu i pozdrawiali serdecznie.
– Rowerzystów w naszym wieku praktycznie nie spotykaliśmy na trasie. Jeden Szwed pedałował w przeciwną stronę, ale miał do zrobienia może 400 km – mówi Marek, który na koszulce miał napis „Tak dla transplantacji”, reklamując zabrzańskie Centrum Chorób Serca, którego był pacjentem.

Mikołaj ofuknął: – Jesteście szaleni!

– Wkurzało nas, gdy w Arktyce siecze lodowaty deszcz, wiatr, my przemoknięci, a obok śmigają sobie cieplutkie kampery! Nie lepiej by nam było kamperem przyjechać, zdjąć rowerek z wieszaczka? Była złość, ale ona nas napędzała! – wspominają trudy.
Nawet św. Mikołaj w Rovaniemi na północy Finlandii nie zrozumiał do końca górników z Knurowa. Gdy podpieczętował już listy wiezione w rowerowych sakwach od dzieci znajomych z Polski, był pewien, że są u celu podróży. Kiedy usłyszał, że chcą zrobić jeszcze 600 km na północ, pokręcił tylko siwą głową: „Only bicycle? Crazy men!”.
Bardziej wyrozumiali byli policjanci, których radiowóz, blokujący szosę, górnicy zobaczyli przy wyjeździe z długiego tunelu pod powierzchnią morza. – Ruch w tunelu był piekielny, stada tirów, walka o życie. Ale nagle, gdzieś w połowie, zrobiło się cicho i pusto. Dopiero potem uświadomiono nam, że wjazd rowerami jest surowo wzbroniony, że powinniśmy byli czekać na specjalny autobus, który bezpiecznie przeprawi nas na wyspę – górnicy śmieją się, że musieli wyglądać na przestraszonych, bo nie wlepiono im mandatu, po którym – pozbawieni oszczędności – mogliby tylko zawrócić do domu.

Jednak można żyć dżemem...

Trasę planowali sami, korzystając z pomocy znajomych internautów. Arktyczne kurtki i specjalną bieliznę uszył knurowski producent odzieży sportowej Berkner. Związkowcy z Przeróbki kupili namiot, a kopalnia pojemne sakwy. Najcięższe w bagażu były... słoiki z dżemem. – Zjedliśmy go razem tyle, że śni się po nocach. Wszystko przez awarię: szprychy przebiły felgę, koło rozleciało się i musieliśmy kupić nowe, a kosztowało nas to połowę budżetu na Norwegię – wspominają górnicy. Żałują, że nie starczyło im czasu na łowienie ryb i bliższą znajomość z reniferami pasącymi się swobodnie przy drogach. Za kołem podbiegunowym pili za to wodę z górskich strumieni, a nawet kąpali się w rzeczkach spływających z topniejących lodowców. U turystów w komfortowych kamperach wzbudzali tym nieodmiennie podziw i rodzaj zazdrości.

Drogą Trolli w gęstą biel

O zawrót głowy przyprawiła ich tzw. Droga Trolli. – Pochyłe wąskie serpentyny, tu przepaść, tam skała, jak ktoś ma lęk wysokości, nie powinien się wybierać – wspominają. Stojąc nad Morzem Barentsa, zobaczyli tylko gęstą mleczną mgłę. Zapamiętali za to z podróży urokliwe „białe noce”. – O północy można wejść do lasu i zbierać jagody jak w dzień. Słońca nie widać, ale jest jasno. Dla nas fajnie, bo przejeżdżając ok. 120 km na dobę, nie musieliśmy gonić się, żeby już o godz. 20 rozbić namiot. Kiedyś nawet o 1.00 w nocy pomagaliśmy gospodarzom zwozić siano z pola, a przed snem uraczyli nas jeszcze fińską sauną... – opowiadają górnicy.
Żeby się chciało wyjść z ram
Gdy 20 sierpnia ub.r. wieczorem wjeżdżali z powrotem do Szczygłowic, pod blokiem czekały żony i dzieci, a nazajutrz koledzy z kopalni serdecznie witali swych podróżników. – Koledzy nie wyobrażają sobie, że można tyle kręcić na rowerze. Zrobią rundkę do sklepu po piwo i mają dość. A to wszystko siedzi w głowie. Chodzi o nastawienie do życia, że człowiek, zwykły górnik, a chce coś zrobić, a nie tylko przyjść po szychcie i walnąć się na tapczan – mówią Pędziwilk i Juszczak. I dodają, że nigdy nie odpoczęli psychicznie tak jak podczas podróży – odcięci od radia, polityki, gospodarki i tego, co wszystkich dopada na co dzień. Planują już następne podróże, ale bliżej, by zabrać też żony. – Miejsce zamieszkania nie ma znaczenia, ważne, żeby człowiek chciał wyjść z ram! – śmieją się górnicy-podróżnicy ze Szczygłowic.

Zaczynali skromnie...

Na pomysł rowerowych wypraw górnicy Dominik Pędziwilk i Marek Juszczak wpadli przed 5 laty, chcąc skrócić sobie na dwóch kółkach drogę z Bieszczad na Śląsk. Zaczęli pedałować na Jurę Krakowsko-Częstochowską i sądzili, że więcej nie dadzą już rady. Jednak potem w wakacje udało się im przejechać dookoła Polski dystans 3200 km. Z żonami zwiedzili na rowerach Danię. Dwa lata temu celem podróży była Turcja i południe Europy. W ciągu roku pedałują z rodzinami w weekendy ze Szczygłowic do zamku w Chudowie.

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Choć bieg rozgrywany był na terenie kopalni należącej do JSW, na starcie stawiła się solidna reprezentacja górników z Polskiej Grupy Górniczej.

Runmageddon - bieg ku pamięci

Ponad 5 tys. osób przez dwa dni zmagało się z...
W pokoju nr 23 w budynku dyrekcji kopalni Murcki-Staszic panował we wtorek spory ruch. Pracownicy od rana przychodzili odebrać karty BIZNESTANK

Z kartą górnik pojedzie taniej

Dokładnie we wtorek 26 czerwca do rąk górników trafiły pierwsze...
W konferencji dotyczącej podpisania porozumienia uczestniczyli: Adam Mirek - prezes WUG, Grzegorz Tobiszowski - wiceminister energii Małgorzata Mańka- Szulik - prezydent Zabrza oraz Bartłomiej Szewczyk - dyrektor Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu

Ochrona dziedzictwa

Ośrodek Dokumentacji Górniczej ma powstać wkrótce w Zabrzu. Porozumienie w...
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!