• Wydawnictwo Górnicze Sp. z o. o.
  • ul. Kościuszki 30, 40-048 Katowice
  • tel. 32 428 87 12, 32 428 87 13
  • faks: 32 428 87 00
  • email: wydawnictwo (at) gornicza.com.pl

Wszystkie ceny podane w serwisie zawierają podatek VAT.

KOSZYK
Koszyk jest pusty
Greenpeace sfinansował kolejny,w języku polskim, antywęglowy raport propagandowy

Czy można oczernić węgiel?

Czy można oczernić węgiel? Autorzy raportów WiseEuropa na zlecenie Greenpeace robią to profesjonalnie
Autor: Maciej Dorosiński
Czy można oczernić węgiel? Autorzy raportów WiseEuropa na zlecenie Greenpeace robią to profesjonalnie
Utworzono: piątek, 29 września 2017
Autor: Witold Gałązka
Źródło: Trybuna Górnicza

Istnieją takie granice tupetu i bezczelności, za którymi łatwiej o samoośmieszenie i kompromitację niż dopieczenie upatrzonej ofierze. Taki też los zgotował sobie młodzieżowy, warszawski thinktank WiseEuropa, publikując we wtorek (19 września) drugi odcinek swego raportu na zamówienie Greenpeace, pt. „Ukryty rachunek za węgiel 2017 - Wsparcie górnictwa i energetyki węglowej w Polsce - wczoraj, dziś i jutro”.

- Od 1990 do 2016 r. wsparcie dla górnictwa węgla i energetyki węglowej sięgnęło 230 mld zł w pieniądzu z 2016 r. - „obliczyli” badacze WiseEuropa. A że potencjał intelektualny thinktanku marnowałby się przy obróbce danych historycznych, pstryk, i wyszła prognoza: jeśli Polska nie zaprzestanie realizować obecnej polityki energetycznej (czytaj: wspierać „nierentownego wydobycia węgla kamiennego”), wydamy kolejne 150 mld zł do 2030 r. To nic, że Komisja Europejska rozpisała przyszłą maksymalną pomoc publiczną państwa dla górnictwa na 7,6 mld zł.

W 2014 r. rachunki w pierwszym wydaniu „Ukrytego rachunku za węgiel” były skromniejsze (197 mld zł za lata 1990-2012). I bez wróżb. Ale tak samo nierzetelne, wzięte po prostu z sufitu. Trzeba wiedzieć, że wyliczenia thinktanku Wise cechują się dużym rozstrzałem. Mają wiele wersji końcowych i są zasadniczo nieskończone. Żonglując liczbami kumuluje się koszty (by na wykresie uparcie szły w górę, nawet gdy rzeczywiście spadają), multiplikuje się i agreguje wyniki, dorzucając dowolne składniki niesprawdzalnych kosztów zewnętrznych (jak np. pieniądze, które rzekomo w związku z węglem wydajemy w aptekach na lekarstwa dla dróg oddechowych itp.). Przed trzema laty wyśmialiśmy tezę warszawiaków, jakoby państwo dosypało przez ćwierć wieku nawet... 2,2 biliona złotych z kieszeni Polaków, dostarczając nie najtańszą - jak się błędnie uważa - ale najdroższą z możliwych energię, skąpiąc przy tym na solary i wiatraki.
Wtedy thinktank miał jeszcze w nazwie człon „Institute”, który zamienił na „Europa” (bo to brzmi i pomaga w Brukseli). Nie zmieniła się metoda budowania propagandy antywęglowej za pieniądze i na zlecenie potężnego lobby OZE. Greenpeace płaci i wymaga, by zgodnie z elementarzem akcji społecznych regularnie ponawiać presję i obrzucać węglowego przeciwnika błotem.

Zarabiają, bo szkodzą, taka praca
Autor raportu Aleksander Śniegocki - odpowiada w firmie za projekt „Energia i Klimat”, udziela się w projekcie klimatycznym COP 21 RIPPLES, pracował m.in. dla Europejskiej Fundacji Klimatycznej i Konfederacji Lewiatan (niestety także - jak sam podaje - dla Ministerstwa Energii). Obrazowo mówiąc, jego korzyści są odwrotnie proporcjonalne do kursu akcji spółek sektora energetyki konwencjonalnej. Nic więc dziwnego, że im szkodzi, a swoją misję traktuje poważnie. Pracując w Wydawnictwie Górniczym i mieszkając wśród kopalń mam odwrotny cel, ale zapewniam, że lubię OZE! Przynajmniej dopóki ich niestabilność nie rozwala na koszt podatnika Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Lubię tym bardziej, im bardziej wolnorynkowo konkurują z innymi źródłami energii. Wiem, które z nich są najtańsze, nie boję się uczciwej konkurencji. Ciosów poniżej pasa - tak.

Rozumiem, że autora „Ukrytego rachunku za węgiel 2017” opuścił (pomocny w poprzednim tandemie) dr Maciej Bukowski, przybrał więc do pomocy dwie adeptki i miał sporo pracy. Rozumiem, że kupił już zapas baterii i nie boi się blackoutów w Polsce. Rozumiem nawet, że - przy finansowaniu z zagranicy - niespecjalnie obchodzi go kondycja krajowej gospodarki. Ale nie mogę do licha zrozumieć, dlaczego dane, które podaje, nijak nie znajdują potwierdzenia w znanych zestawieniach i faktach. Dlaczego te akurat wykresy i słupki, które (jak poprzednio w 2014 r.) najbardziej epatują kosztami węgla, mają w podpisie tylko jedno źródło: „opracowanie własne WiseEuropa - dane w mld zł”?
Weźmy dla porównania podliczony skrzętnie przez Najwyższą Izbę Kontroli okres 2007-2015. Zdaniem NIK w najgorszych pod względem zarządzania górnictwem latach, gdy zaniedbano restrukturyzowanie branży i inwestycje, a tylko bezrefleksyjnie przejadano wpływy z wysokich cen surowca, wsparcie dla sektora górnictwa węgla kamiennego wyniosło we wszystkich formach 65,7 mld zł (z czego sektor oddał budżetowi w opłatach i podatkach niewiele mniej, bo 64,4 mld zł). Dodajmy, że poważne kontrowersje budzi do dziś zaliczenie przez NIK do pomocy państwa absolutnie największej pozycji (58,44 mld zł), dość umownie oszacowanej jako „deficyt ZUS”, na wypłatę górniczych rent i emerytur.

Bez ogródek powiem pińćset!
WiseEuropa lekką ręką podwaja wynik (lata 2005-2016): dla górnictwa węgla 57 mld zł, dla elektroenergetyki węglowej (bez współspalania) 70 mld zł, ze współspalaniem 80 mld zł, dla górnictwa i elektroenergetyki węglowej razem 118 mld zł. A teraz cymes, popisowy numer thinktanku, czyli tzw. koszty zewnętrzne energetyki węglowej (2005-2016): minimum 265 mld zł, średnio 528 mld zł, maksymalnie 792 mld zł…

Zdaniem autorów koszty te w przeliczeniu na MWh prądu wynoszą... 250 zł. Są więc wyższe niż cena energii na rynku w hurcie. Dziwne, śmieszne? A dlaczego tak mało? Dlaczego nie 300 zł? Albo 400 zł? Poddaję się: „Bez ogródek powiem pińćset!”.
Zrozumiałe też, że porównywalny udział kosztów OZE w jednostce energii według WiseEuropa przedstawia się niezauważalnie, groszowo. Wbrew wypowiedziom ministra energii o nieopłacalności OZE i o tym, że każdy procent udziału OZE w polskim miksie energetycznym wyciąga z kieszeni Polaków dodatkowych 700 mln do miliarda złotych rocznie, WiseEuropa przekonuje, że faktyczne wsparcie dla OZE było kilkunastokrotnie niższe niż dla węgla, a będzie - o zgrozo – malało!
Remedium? To proste. Zawrócić z błędnie obranej drogi, zabrać węglowi, oddać na wiatraki. Naprawić szkody wyrządzone zielonej energii. I szczerze żałować za myśl o zbrodnię przeciw klimatyzmowi. Niestety tzw. rekomendacje WiseEuropa brzmią psychopatycznie: włączyć górników w powszechny system ubezpieczeń społecznych, pieniądze na modernizację energetyki wydać na jeszcze więcej farm wiatrowych, ustalić krajowy limit emisyjności dla inwestycji na przyszłym rynku mocy („jeżeli zostanie on wprowadzony” - powątpiewa Aleksander Śniegocki). A także dostosować skalę działania górnictwa do jego rzeczywistego potencjału.
Jeden z postulatów (ograniczenie produkcji surowca do poziomu popytu i bezpieczeństwa energetycznego kraju) zbiega się z wdrażaną właśnie strategią rządową dla branży. Nie ma sporu, pod warunkiem, że „ograniczenia” nie każe się nam rozumieć jako „likwidacji”.
A jak rozumieć pozostałe dobre rady? Nie mniej i nie więcej: mamy być pierwszym państwem w świecie rozwiniętym, gdzie pracownik będzie fedrował surowiec pod ziemią do 67. lub 65. roku życia; po drugie musimy pokornie zgodzić się na emisyjną „normę śmierci” dwutlenku węgla 550 kg/kWh według konkluzji BAT. Czyli przyjąć taką normę, przy której nie będzie miał prawa działać żaden, nawet najnowocześniejszy na świecie blok energetyczny na paliwo stałe. Niestety chodzi więc o ograniczanie górnictwa do takiego potencjału, o który zawczasu zadbamy, aby równał się zeru.

Do kłamstw ciągle przywykamy
Jeśli coś irytuje po publikacji WiseEuropa, to przecież nie idiotyczny poziom propagandy klimatycznej, bo do niego już dawno przywykliśmy.

Spokoju nie dają niestety tam-tamy, czyli media, które bezrefleksyjnie papugują brednie raportu jako ważne i intrygujące gospodarczo i społecznie informacje. Polska Agencja Prasowa w relacji z warszawskiej imprezy promocyjnej we wtorek (19 września) przynajmniej uczciwie zaznaczyła już na wstępie, że raport powstał na zamówienie i za pieniądze Greenpeace. Zacytowała też działaczkę tej organizacji, która - występując w roli adwokata Komisji Europejskiej - sugerowała tajemniczo, że Bruksela gotowa jest pokrzyżować rządowy plan wdrożenia rynku mocy w Polsce (dodajmy: zależy od tego krytyczne bezpieczeństwo dostaw prądu dla przemysłu, przedsiębiorców i obywateli już w najbliższym pięcioleciu).
Gorzej sprawa ma się z tak opiniotwórczymi mediami, jak np. Gazeta Wyborcza, która nazajutrz (w środę, 20 września), na stronach gospodarczych powiela w tytule hasło Wise „zrzutka na górnictwo większa o 34 zł” (w skrócie chodzi o karkołomną tezę raportu, że każdy Polak przez ostatnich 26 lat dokładał do górnictwa po 1,9 tys. zł rocznie. A teraz dołoży o 34 zł więcej). Z ramki w Gazecie Wyborczej, przepisanej rzecz jasna bez zawahania i jakichkolwiek komentarzy, dowiadujemy się, „ile miliardów dopłacimy do górnictwa do 2030 r.”. Na przykład 38 mld zł w rachunkach za prąd.
O tym, jak wiarygodne to dane i jakie pojęcie ma autor Gazety Wyborczej o gospodarce, którą opisuje, świadczy fragment artykułu, przytaczający wnioski z raportu górniczego NIK. „Według kontrolerów NIK wartość wsparcia tylko w latach 2007-15 wyniosła aż 65,7 mld zł” - pisze Gazeta Wyborcza, zgodnie z prawdą. Po czym serwuje swym czytelnikom błąd wołający o pomstę do nieba: „W tym czasie sektor górniczy przekazał do budżetu państwa w składkach i podatkach 1,2 mld zł”. (Słownie: jeden miliard dwieście milionów złotych). Takiej kwoty próżno szukać w dokumencie NIK. Wyraźnie podaje on, że z tzw. płatności publicznoprawnych od górnictwa (podatki, składki, opłaty, kary) budżet dostał 64,465 mld zł. Prawie 54 razy więcej!
Skąd na tak szanujących się łamach, akurat w tekście referującym obliczenia WiseEuropa i Greenpeace, aż tak straszliwa dezinformacja? Czy sądzą Państwo, że bardzo wielu czytelników zdołało ją zdemaskować w trakcie porannej lektury przy rogaliku? A czy to ważne? Otóż nie ma to najmniejszego znaczenia! Dokładnie tak samo, jak liczby serwowane w propagandowych raportach szkalujących energetykę konwencjonalną i politykę niezależności energetycznej państwa (w amerykańskiej wersji pada tu bezwstydne słowo „independence” - niepodległość). Jedyne, co się liczy, to rachunek. Nie za węgiel, lecz za antywęglowe wrzutki. I jak zawsze - liczą się także stare, sprawdzone w praktyce kanony: jak ten osławiony o kłamstwie, które wystarczy powtarzać do znudzenia, aż zacznie być brane za prawdę...

Projekty unijne
Czasopisma
Polecamy
Muzeum Górnictwa Węglowego chce doprowadzić do wpisania Barbórki na krajową listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Św. Barbara na Śląsku jest otaczana przez górników szczególną czcią.

A kaj jest Barbara?

Nigdzie na świecie kult św. Barbary nie jest tak silny...
W Krakowie uczestnicy projektu Górnictwo OK rozmawiali o zacieśnieniu współpracy

Postawili na współpracę

Przedstawiciele Grupy Wspólnych Inicjatyw Społecznych Górnictwo OK rozmawiali m.in. o...
Jest grupa klientów, którzy ulegają informacjom podawanym przez media o tym, że węgla zabraknie i wskutek tego chcą się zaopatrzyć natychmiast, płacąc w konsekwencji najwyższą cenę - mówi Adam Hochuł

Kontrolujemy sytuację na rynku węgla

Trzy pytania do ADAMA HOCHUŁA, wiceprezesa zarządu Polskiej Grupy Górniczej....
Wiedziałeś, o tym, że używasz starej wersji przeglądarki Internet Explorer? Zaktualizuj przeglądarkę teraz!